Jak co miesiąc 22 z całą moją rodziną powędrowałam do Zakonu św. Augustyna z różą w ręce. Oddać cześć św. Ricie patronce spraw trudnych i beznadziejnych. Ricie bardzo dużo zawdzięczam. Kiedy ból miednicy z którym się zmierzałam już ponad dwa lata stał się nie do wytrzymania. Jak już wiecie pracowałam fizycznie, to była męka. Każdy rozpoczynający się dzień mnie przerażał. Dostawałam ataków bólu z gorączką, systematycznie mąż woził mnie na SOR a tam lekarze nie wiedzieli co ze mną robić. W końcu do bólu miednicy doszedł też ból podbrzusza zaczęło mi się robić słabo.
Nie rozumiałam dlaczego żaden lekarz nie chce mi dać jakiś badań, no cokolwiek żeby zobaczyć co się dzieje. Siły miałam tylko tyle żeby iść do pracy wrócić i położyć się do łóżka. Jak rodzina alkoholika jest współuzależniona od alkoholu tak moja rodzina była uzależniona od mojego ból. Oczywiście skoro lekarze nic nie widzieli w wynikach badań, to mówili, że mam nerwice. Brałam leki na uspokojenie i udawałam, że mi pomagają. Żeby efekt był lepszy to brałam leki przeciwbólowe i tak zleciały te dwa lata. Czasem zdarzyło się, że od rodziny i bliskich również odczułam, że pewnie symuluje.
O Ricie powiedziała mi koleżanka. Pamiętam, że nie prosiłam jej o uzdrowienie tylko pomoc z w zrozumieniu dlaczego tak cierpię, chciałam żeby mój mąż i inni zrozumieli, że ja nie udaje. Chciałam zmyć z siebie te wszystkie pogardliwe spojrzenia, ironiczne uśmieszki i komentarze. Rita zadziała w niecały tydzień. Któregoś dnia po powrocie z pracy dostałam takich bóli, mój mąż próbował mnie zmusić do jedzenia, ale ja tylko położyłam głowę na stole zupełnie bez sił, przeniósł mnie na łóżko. Mi chyba urwała się świadomość bo nie pamiętam z tego zdarzenia za wiele. To był moment w którym myślałam, że umieram. Powiedziałam mężowi, widząc jego zmęczoną i przerażoną twarz żeby się nie martwił, że to już nie długo się skończy. Po paru dniach wylądowałam w szpitalu i wykonano mi laparoskopie zwiadowczą.
Dziwne było to, że kiedy leżałam w szpitalu jak co dzień kilka razy odmówiłam koronkę do Miłosierdzia Bożego i oczywiście modlitwę do Rity. Modliłam się o to żeby ta operacja coś wniosła do sprawy, żeby mnie znowu nie zostawili z tym bólem. I tej nocy, co mi się udało zasnąć to śniła mi się siostra zakonna. Nigdy czegoś takie nie miałam, nie wiem która siostra to była. Budziłam się z przerażeniem, a jak mi się udało ponownie zasnąć to ona znowu mi się śniła. Tak się bałam, myślałam, że zrezygnuje z operacji.
Lekarze szukali endometriozy, ale widok w jamie brzusznej ich rozczarował bo zamiast endometriozy znaleźli na dnie otrzewnej białe nacieki. Oczywiście wypuścili mnie do domu ironicznym uśmiechem na twarzy i komentarzem tupu "tam nie ma co Pani boleć"
Czekałam na wynik miesiąc czasu. Nie będę tu pisała nazwy bo ten nowotwór jest tak rzadki, że nie trudno było by się domyślić o kogo chodzi jak ktoś chce się dowiedzieć to zapraszam na priv.
Pamiętam miny ludzi którzy kiedyś się śmiali a po tej informacji nie umieli mi w oczy spojrzeć. Jak ja dziękowałam Bogu, że "Boże dziękuje za to że nawet jak zejdę z tego świata to zejdę z niego z twarzą."
Mi już to wystarczyło, nie obchodziło mnie to że lekarze wychodzą z gabinetu jak czytają jego nazwę. Że mówią ja się boję Panią leczyć, ten nowotwór łagodny to jakiś cud, to przypadek.
Ja nie rozumiałam o co chodzi, ale moja siostra Gosia miała racje mówiąc "Zobaczysz, że nie umrzesz oni musieli znaleźć ten nowotwór żeby już nikt, cie nie zlekceważył, żeby dokładnie cie przebadali. Ja już nie zostawię cie z tym bólem, doprowadzimy ta sprawę do końca, obiecuje" Dziś jak to pisze to płacze bo siostra dotrzymała słowa i była ze mną cały ten czas. Dziękuje Bogu za moją rodzinę bo to wielki skarb.
Nie wiem czy mam dziękować Ricie czy Faustynie dlatego dziękuje im obu za wstawiennictwo w mojej sprawie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz